Tatry Słowackie 12-15.08

Pomysł sierpniowych Tatr padł w czasie mojego kwietniowego L4.  Zaklepałam domek przy samym wejściu do Doliny Ziarskiej, oczywiście z  możliwością rezygnacji. I w sumie do samego sierpnia skład ekipy był nie do końca znany, ale i tak udało nam się pojechać.
Z jednej strony tak daleko nie opłacało się jechać na trzy noclegi, z drugiej zaś po naszej wielogodzinnej trasie w Alpy, okazało się, że i Mazury i Tatry są nawet dosyć blisko 🙂
Nasza ekipa:
 
Nasze miejsce noclegowe:
Spaliśmy w Chacie Koziar.  Miejsce warte polecenia ze względu na lokalizację – zaraz przy wejściu do Ziarskiej doliny. Cena też była zupełnie przystępna. No a resztę trochę przemilczymy.  Właściciele nastawieni na to, że goście będą się stołować w restauracji, zatem w chatce brakowało prawie wszystkiego. Aneks kuchenny składał się  z kilku talerzy,  sztućców, kubków i czajnika bezprzewodowego 🙂
Nasza chatka: Restauracja Koziar – dosłownie naprzeciwko chatki
12 sierpnia – piątek
Ten dzień zaplanowaliśmy na dojazd, nie spiesząc się na miejscu zameldowaliśmy się koło 18- tej. Po obejrzeniu naszego domostwa na najbliższe dni, nie zostało nam nic innego jak usiąść i się czegoś napić. A kolacja? Paweł nam zaserwował kiełbaski z opiekacza – smakowały jak nigdy:)
13 sierpnia – sobota
Wszystkie prognozy mówiły, że pogoda ma się zepsuć koło 12 -tej.  Postanowiliśmy więc wyjść w miarę wcześnie rano. Gdy spotkaliśmy się na dole, okazało się, że na placu boju zostałyśmy we trzy. Panowie dochodzili do siebie po wczorajszym wieczorze w zwolnionym tempie. Tak więc o 7.30 wystartowałyśmy i o 9.00 byłyśmy już w Ziarskiej Chacie na kawce, ustalając co dalej.
Nasza trasa:
Kolejnym etapem naszej wędrówki było Smutne Sedlo, czyli przełęcz między Rohaczami a Trzema Kopami. I tam miałyśmy ustalić w zależności od pogody co dalej. Na Smutnym Sedlu zapadła decyzja, że idziemy na Trzy Kopy i wracamy. Ale jak dotarłyśmy na Trzy Kopy jednogłośnie stwierdziłyśmy, że za żadne skarby świata nie wracamy tą trasą. Zostało nam parcie naprzód, aż do Banikova. Na szczęście zupełnie nie wiało i szło się całkiem przyjemnie, tyle, że bez widoków. Ale to może i lepiej 🙂
I udało się, Mimo tak złych prognoz pogodowych, to co zamierzone – zdobyte. pełen sukces. A w drodze powrotnej niespodzianka – Paweł z Anią wyszli przed nas zielonym szlakiem i końcówkę trasy szliśmy już wspólnie. Ze Sławkiem spotkaliśmy się w Ziarskiej Chacie.  I dopiero tam zaczął kropić deszcz, co przyspieszyło decyzję o pożyczeniu kolobeżek, którymi zjechaliśmy na sam dół. Ale żeby nie było zbyt prosto, całą drogę na dół deszcz nam padał obficie. A na dole przestał 🙂
Jeszcze wieczorne grillowanie i planowanie trasy na kolejny dzień, a prognozy mówiły, że cały dzień będzie padać…
14 sierpnia – niedziela
Obudziło nas piękne słońce i nic nie zapowiadało tego deszczu, który miał dzisiaj się pojawić od rana. Za późno było na wychodzenie w daleką trasę, także chętnych tez jakoś brakowało. Zatem Jakubina – nasz drugi cel na tym wyjeździe, będzie musiała jeszcze poczekać.
Postanowiliśmy zatem przejść się Tatrzańską Magistralą do sąsiedniej doliny Jałowieckiej i tam ewentualnie zadecydować co dalej.
Nasza polska Droga pod Reglami, biegnie praktycznie w cieniu, to tutaj – z drugiej strony Tatr – wędrowaliśmy cały czas w piekącym słońcu. I jak w końcu dotarliśmy po 5km do wejścia do doliny, jakoś nie było chętnych do dalszej wędrówki. Jeszcze się trochę wahaliśmy, ale ostatecznie postanowiliśmy wrócić i ewentualnie w razie niedosytu przespacerować się w kierunku  doliny Uzkiej. Jednak po obiedzie i krótkiej drzemce spadł zapowiadany od rana deszcz, więc już nigdzie nie poszliśmy.
Za to powstała piękna lista z planami na kolejny sezon 🙂
15 sierpnia – poniedziałek
Szybko minął ten wyjazd. Pożegnalne zdjęcie i czas do domu…
Jedno jest pewne, dokładnie za rok wrócimy ponownie w Tatry Słowackie. To postanowione. Do zobaczenia zatem.
 
 
e0a655