 |
| I stało się. Po prawie 4 miesiącach kwarantanny udało nam się zorganizować dwudniowy wyjazd rowerowy w Dolinie Baryczy. Tym razem sześć osób wyraziło chęć wyjazdu. Już na starcie zaczęły się schody. Na starcie, czyli przy szukaniu noclegów. Barycz okazała się oblężona. I raczej nie mieliśmy w czym przebierać, więc braliśmy co było. O dziwo, trafiliśmy całkiem fajnie. W sumie miejsce godne polecenia. |
Gospodarstwo Agroturystyczne
Wąbnice 14 B, 56-320 Krośnice
ostojauroczysko@o2.pl, tel. 695-226-670 |
 |
| Na rozległym terenie z dala od domu gospodarzy stoją 4 domki 3-4 osobowe. Zadaszone miejsce do grillowania, miejsce na ognisko, boisko do siatkówki, placyk zabaw dla dzieci. Przyjechaliśmy tam w okresie, kiedy dojrzewa jagoda kamczacka. Mogliśmy więc jej skosztować prosto z krzaka lub w dżemie, który gospodarze sprzedają jako produkt regionalny. |
| 6 czerwca 2020 – sobota |
|
| Widać, że dawno nigdzie nie byliśmy. Jak zapakowaliśmy samochód, zamontowaliśmy rowery okazało się, że nie mamy tablicy rejestracyjnej na bagażniku. Najpierw poszedł do domu Paweł na poszukiwania, po chwili dołączyłam do niego i przez pół godziny przekopywaliśmy dom w poszukiwaniu tablicy. Ponieważ już mieliśmy duże opóźnienie poddaliśmy się i Paweł przełożył tablicę z samochodu. Podjechaliśmy po Anię i w końcu ruszyliśmy. |
 |
 |
| Kończąc wątek tablicy, w połowie drogi Paweł przypomniał sobie, że zaniósł tablicę do samochodu, żeby jej nie zgubić i rzeczywiście była 🙂 |
| W Miliczu spotkaliśmy się z Moniką, dopiero za trzecim podejściem udało nam się znaleźć w miejscowości koło Milicza – Stawczyk 30. Podaję numer telefonu, żeby nam nie zaginął, bo może się jeszcze przydać. TEL: 691843294. Monika zapłaciła 35 za ten rower, uważamy, że to cena całkiem przyzwoita. |
| Z Gosią i Tomkiem spotkaliśmy się już na miejscu noclegowym. Rozlokowaliśmy się w domkach, wypiliśmy kawkę i mogliśmy się zabrać za ustalanie dzisiejszej trasy. |
 |
 |
|
Decyzja zapadła, jedziemy na obiad do Grabownicy. Nie zajęło nam to zbyt dużo czasu i już siedzieliśmy i zamawialiśmy potrawy z tego regionu. W końcu trzeba się było posilić przed kolejnymi kilometrami na rowerze.
|
 |
 |
Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy dalej, ale po przejechaniu kilku kilometrów złapał nas pierwszy tego dnia deszcz.
|
 |
| Przeczekaliśmy deszcz, pojawiło się słońce i pojechaliśmy dalej. W sumie nie bardzo wiedzieliśmy gdzie jechać, nasz wybór padł na Wielki Staw Gadzinowy i pojechaliśmy na początek wzdłuż kanału Godnowskiego. Oczywiście gdzie jeździliśmy odczytaliśmy z mapy dopiero w domu. |
|
Trasa leśną ścieżką dała nam we znaki, konieczne więc były pierwsze poprawki przy rowerach i uzupełnieniu paliwa…
Monika zareklamowała nam nowy produkt żołądkowej gorzkiej 🙂
Przy okazji podziwialiśmy piękne widoki i słuchaliśmy śpiewu mieszkańców stawów
|
 |
 |
 |
W czasie wycieczki trafiliśmy na miejsce,
gdzie Ania zmierzyła się z bocianem. Niestety wygrał bocian 🙁 |
Kolejny przystanek zrobiliśmy chyba w najpiękniejszym miejscu tej wycieczki. Sesja zdjęciowa musiała się odbyć 🙂 |
 |
| Gdy wróciliśmy ponownie pod restaurację, Ania, Monika i ja postanowiłyśmy jeszcze pojechać wokół stawu Grabownica, pozostali już ruszyli w kierunku naszego miejsca noclegowego. |
| Ania pokazała mistrzostwo, jadąc na rowerze przed nami, odwracając się i robiąc nam zdjęcie. Kto próbował tak zrobić, wie, o czym piszę 🙂
Niestety nie udało nam się zrealizować planu, ponieważ natrafiłyśmy na zamkniętą ścieżkę, a objazd wiódł nas zupełnie nie po naszej myśli, a ponadto zaczął padać deszcz. Wróciłyśmy więc, po drodze zatrzymując się jeszcze przy wieży widokowej.

|
 |
| Droga powrotna okazała się wyzwaniem, ponieważ rozpadało się na dobre i było cały czas pod górę. Monika narzuciła tempo i nie było szans ją dogonić mimo usilnych starań. 🙂 |
| Podsumowując przejechaliśmy 37,5 km. Jak na początek sezonu i niepewna pogodę to i tak niezły wynik. To moje skromne zdanie. |
| Wieczór spędziliśmy na grillowaniu i rozmowie. W końcu nie widzieliśmy się kawał czasu. |
 |
 |
7 czerwca 2020 – niedziela
|
|
| W niedzielny poranek nie spieszyło nam się nigdzie. Właściciele pozwolili nam nam zostać dłużej, więc spokojnie zjedliśmy śniadanie i wypiliśmy kawkę. Rozjechaliśmy się do domów licząc na to, że na kolejne spotkanie nie będziemy musieli czekać zbyt długo. Do zobaczenia zatem…. |
|
|