![]() |
|
| Po raz kolejny na początku roku 2019, kiedy wszyscy zaczynają marzyć o lecie, zapadła decyzja: Jedziemy znowu do Chorwacji. Tym razem z królikiem:) Ostatnio pływaliśmy bardziej po północnej części Chorwacji, więc zamarzył nam się powrót na południe. Jacht wyczarterowaliśmy przez sprawdzonego już przez nas pośrednika Czarter Navigator, a przyjmowaliśmy w Kaszteli koło Splitu. | |
| Kompletowanie załogi poszło sprawnie i ostatecznie w pierwszym tygodniu mieliśmy pływać z przyjaciółmi, zaś w drugim – rodzinnie. | |
| Czas mijał bardzo szybko i nawet się nie obejrzeliśmy a tu już spakowani wsiadaliśmy do samochodów i ruszaliśmy w trasę. | |
| Ze względu na królika postanowiliśmy podróż rozłożyć na dwa dni, z noclegiem na Węgrzech w miejscowości Koszeg. Po raz pierwszy też jechaliśmy zupełnie inną trasą niż zazwyczaj. I zdecydowanie ją polecamy. | |
| 9 sierpnia 2019 – piątek | |
| Tak więc w piątek wyjechaliśmy o 15.00 i po 6 godzinach jazdy byliśmy już na noclegu. Wypiliśmy z naszym gospodarzem po kilka kielonków na dobry sen i do spania. | |
| Druga część załogi właśnie wyruszała w tym czasie z domu, ponieważ oni nie planowali na trasie noclegu i jechali jednym ciągiem. | |
| 10 sierpnia 2019 – sobota |
|
| Trochę za późno wyjechaliśmy (koło 8 rano) i zemściło się to na nas. Na granicy słowacko – chorwackiej nie było problemów, ale dalej to już było tylko gorzej. Wpakowaliśmy się w straszne korki i na miejscu w porcie byliśmy dopiero koło 17- tej. Trochę potrwały formalności przyjęcia jachtu, ale nam się nigdzie nie spieszyło, ponieważ nie zamierzaliśmy już wypływać tego dnia. | |
| Najpierw spokojnie się rozlokowaliśmy, upchnęliśmy tonę rzeczy we wszelkich możliwych schowkach i chłonęliśmy atmosferę portu. | |
![]() |
![]() |
| Nasz port: | |
![]() |
![]() |
![]() |
|
| 11 sierpnia 2019 – niedziela | |
| Jakoś nam przeleciał ten poranek i byliśmy jednym z ostatnich jachtów, wypływających z portu. Jeszcze tylko wspólne zdjęcie i ruszamy… | |
![]() |
|
| Dzisiaj zaplanowaliśmy dopłynąć do Wysp Świętego Klemensa, do Mariny ACI w Palmiżanie. | ![]() |
![]() |
|
| Port w Plamiżanie jest jednym z piękniejszych portów ACI. Jest kilka ślicznych plaż, a poza tym stanowi dobrą bazę wypadową do miasteczka Hvar. | |
![]() |
|
| Jest to niewielki port i dlatego panowie z mariny bardzo pilnują, żeby jachty były przycumowane jeden obok drugiego, zaczynając od samego przodu pomostów. | |
| Co wcale nie jest łatwe, bo jachty duże, a przestrzeni pomiędzy pomostami mało. Pawłowi pierwsze cumowanie wyszło perfekcyjnie… |
|
![]() |
|
|
Na Hvarze jest bardzo rozwinięta sieć taksówek wodnych. Ponieważ miasto ma tylko malutki porcik, nie ma szans, żeby w nim zacumować. Wszystkie jachty więc cumują na pobliskich wyspach, a na zwiedzanie i wieczorne imprezowanie docierają do Hvaru taksówkami wodnymi, które kursują do późnych godzin nocnych. Tak zrobiliśmy i my: Po krótkim odpoczynku, zebraliśmy się i wyruszyliśmy taksówką wodną, prowadzoną przez Antonia. Byliśmy pod wielkim wrażeniem patrząc na jego umiejętności, zwłaszcza w drodze powrotnej. |
![]() |
![]() |
|
|
Pierwsze kroki skierowaliśmy do twierdzy Spaniola, która górowała nad miasteczkiem. Pierwsze wzmianki o niej przypadają na XIII w. Miała ona na celu chronić mieszkańców przed atakami wrogów (spełniła swoją rolę podczas ataków tureckich). Musieliśmy się trochę wysilić, ale spacer był przyjemny a widok wart naszego wysiłku. |
![]() |
![]() |
|
| Już zmierzchało nim dotarliśmy pod twierdzę, nie zdecydowaliśmy się jednak na jej zwiedzanie, bo po prostu było już za późno, więc zadowoliliśmy się podziwianiem widoku. | |
![]() |
|
| 12 sierpnia 2019 – poniedziałek |
|
| A taki ranek nas przywitał w Palmiżanie: | |
![]() |
|
![]() |
W czasie poprzednich pobytów na Chorwacji pływaliśmy po północy kraju. Pogoda w tej części jest dosyć kapryśna, więc zamarzył nam się rejon południowy. Na własne życzenie mieliśmy taki upał, że najbardziej obleganymi miejscówkami do spania okazały się siedziska w kokpicie.
Jeszcze tylko wizyta na plaży po drugiej stronie wyspy, moczenie nóżek, powrót i już wypływaliśmy z portu. |
![]() |
|
| Płynęliśmy wzdłuż wyspy Hvar, naszym pierwszym postojem był zatoka wprost wymarzona dla lubiących nurkowanie. Red Rocks to piękne wysokie skały. W pełni okazałości widać je tylko od strony morza. Są tam dwie groty, do których można wpłynąć wpław. Zatrzymaliśmy się wśród innych jachtów i motorówek, kapitan dał sygnał do kąpieli. Kto chciał mógł podpłynąć do grot, a kto nie chciał, mógł się po prostu zanurzyć w wodzie przy jachcie. | |
![]() |
|
![]() |
|
| Naszym portem docelowym na dzisiaj miała być Korčula. Kapitan uatrakcyjniał nam jak mógł ten rejs, przy okazji mieliśmy peeling całego ciała za darmo 🙂 | |
![]() |
|
| Po kilku godzinach płynięcia, przed nami zobaczyliśmy miasto. | ![]() |
| Korčula jest przepięknym miastem, jednak nie mamy z nim miłych wspomnień. Teraz jednak najważniejsze było wpłynąć do mariny i gdzieś zacumować.
Po naszych minach widać, że nie było to proste…. |
|
![]() |
![]() |
| Najpierw zobaczyliśmy wolne miejsca w porcie, więc odetchnęliśmy z ulgą i myśleliśmy, że to tylko kwestia odczekania na swoją kolej, bo przed nami były inne jachty, które też chciały przycumować w porcie. Niestety pilot mariny rozwiał nasze nadzieje, okazało się, że jak nie mamy rezerwacji to możemy spadać. Takie to czasy nastały… | |
| Nie dość, że był to jeden z najdroższych portów w całej Chorwacji (przycumowanie należało zapłacić koło 1000 KN – ponad 600zł), to za samą rezerwację też się płaciło niemałe pieniądze. | |
| Nadszedł więc czas na plan B. Popłynęliśmy do mariny w Lumbardzie – miasteczka położonego jeszcze za Korčulą. Niestety tam nas też nie przyjęli. Powód dokładnie taki sam. | |
| Nadszedł więc czas na plan C. Wróciliśmy z powrotem pod Korčulę i postanowiliśmy przenocować w zatoce Luka. Na szczęście pora była jeszcze w miarę wczesna, więc miejsce jeszcze było. Trochę zajęło Pawłowi bezpieczne przycumowanie, ponieważ kotwica nie bardzo chciała trzymać. W końcu udało się, ale i tak wiązało się to z nocnymi wachtami. Trzeba było pilnować, czy jacht nie zbliża się niebezpiecznie do brzegu. |
|
![]() |
|
![]() |
Do miasteczka było blisko, a jednocześnie strasznie daleko. Myśleliśmy, że uda nam się obejść pieszo całą zatoczkę i zwiedzić Korčulę, niestety brzeg okazał się bardzo niedostępny. Więc ta opcja odpadała.
Panowie zwodowali więc nasz ponton i Paweł przetransportował nas na drugi brzeg, kursując kilka razy. Sam został na jachcie i miał baczenie na jacht, królika i resztę… |
| Po desancie na drugim brzegu, czekał nas jeszcze krótki spacer na Starówkę. A powoli zapadał zmrok. Poszwendaliśmy się urokliwymi uliczkami. Nie muszę wspominać, że rzesze turystów miało ten sam pomysł co my, więc tłum był nieziemski. | ![]() |
![]() |
|
| Zainspirowani tym widokiem, postanowiliśmy usiąść w jakiejś knajpce i napić się jak nie winka to chociaż piwka. Z realizacją tego zamierzenia było już gorzej. Wszędzie pełno ludzi a nas było przecież mnogo.
I w końcu udało się, aż nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście, które trwało do czasu otwarcia kart. Ceny nas po prostu zmroziły – 100 KN (około 60zł) za piwko, to zdecydowanie za dużo. I już było wiadome, skąd te wspaniałe wolne miejsca. |
![]() |
| Wymyśliliśmy więc szybkie zakupy produktów regionalnych i konkurencyjną imprezę na jachcie. | |
![]() |
Pozostał nam jeszcze powrót na jacht. Ponieważ było już ciemno pływanie małym pontonem były zbyt niebezpieczne i długo by trwało, postanowiliśmy wrócić taksówką wodną. Tak, Chorwaci także świadczą takie usługi 🙂 Tomek pokazał na mapie miejsce, gdzie stał przycumowany nasz jacht, utargowaliśmy godną cenę za tą usługę i już płynęliśmy, zastanawiając się jak właściciel taksówki nas wysadzi na nasz jacht. To było naprawdę niesamowite, pan sprawnie dobił do naszego jachtu, który Paweł oświetlił, żeby łatwo było trafić i po chwili już siedzieliśmy w kokpicie delektując się regionalnymi specjałami. |
| 13 sierpnia 2019 – wtorek |
|
| Odpłynęliśmy wcześnie rano i już przed 12.00 wpływaliśmy do portu w Polače na wyspie Mljet. | ![]() |
![]() |
|
| Przycumowaliśmy (cumowanie oczywiście perfekcyjne) do pomostu należącej do restauracji. Było to darmowe cumowanie, pod warunkiem, że zjemy tam kolację. No cóż, zgodziliśmy się chętnie, rezerwując stolik i menu na wieczór. | |
![]() |
|
| Po szybkiej kawce, wybraliśmy się do wypożyczalnie rowerów, naszym celem było zwiedzenie Parku Narodowego znajdującego się właśnie na Mljecie. Na terenie tego parku znajdują się dwa słone jeziora – Veliko i Malo Jezero. Od strony otwartego morza, przez wąski przesmyk woda przedostawała się w głąb wyspy i tak powstało najpierw Wielkie jezioro i dalej wąskim przesmykiem woda przedostawała się do Małego Jeziora. Wyglądają jak jeziora, mimo, że są pełne słonej wody. Stąd ich nazwa. | |
| Zatoka Polače: |
|
![]() |
|
| Tak byliśmy podekscytowani wycieczką, że zupełnie nie zwracaliśmy uwagi, że słońce stoi w zenicie i że tego dnia upał był nieziemski, czego nie odczuwaliśmy na wodzie. Problem się pojawił, pod pierwszą górkę, gdzie nawet nie mieliśmy sił prowadzić pod nią roweru, a co dopiero jechać:) Oczywiście nie mówimy o Justynie, która w pełni szczęścia kursowała w górę i w dół. |
|
![]() |
|
| Gdy dotarliśmy nad jezioro, od razu odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ nachylenie terenu zdecydowanie się zmniejszyło a i drzewa dawały trochę cienia i widoki pozwalały zapomnieć o naszej męczarni. | |
![]() |
Nasz pierwszy postój urządziliśmy sobie w miejscowości Soline. Długo debatowaliśmy, czy tam zjeżdżać, bo nie było to na naszej trasie. A wiadomo, że później trzeba będzie wrócić do tego samego miejsca. Nie żałowaliśmy jednak podjętej decyzji. |
![]() |
|
| Gdy wróciliśmy do miejsca odbicia z pierwotnie zamierzonej trasy, wąskim mostkiem przeszliśmy na drugą stroną jeziora i kontynuowaliśmy naszą wycieczkę, aż do kolejnego postoju, tym razem na kąpiel w jeziorze. Szkoda, ” w jeziorze” tylko z nazwy – było jeszcze bardziej słone niż morze:) |
|
![]() |
![]() |
| Cała trasa wokół jeziora była naprawdę przyjemna i warta polecenia, gdyby nie ten dojazd… | |
![]() |
|
| No to jeszcze trochę widoczków na zachętę:) | |
![]() |
|
| Gdy wróciliśmy do wypożyczalni, jedni marzyli tylko o litrze mleka, a ci najbardziej wytrwali pojechali jeszcze na wycieczkę na drugi koniec zatoki 🙂 | |
| I tak „leniwie” doczekaliśmy godziny 20- tej, czyli pory naszej kolacji. W doskonałych nastrojach usiedliśmy przy stoliku i czekaliśmy na nasze zamówione wcześniej dania. | ![]() |
| Ponieważ było nas dziewięcioro, było oczywiste, że niektóre dania się będą powtarzały. Ale to było normalne, przynajmniej dla nas. Bo jak się okazało, te dania, które się dublowały zostały przyniesione na jednym talerzu tylko porcja podwójna. Wzbudziło to naszą konsternację i logistycznie wcale nie było fajnie. | |
![]() |
Miny mieliśmy nietęgie i w sumie nie byliśmy zadowoleni. |
|
A jak przyniesiono nam rachunek, to oczy nam prawie wyskoczyły z orbit.
|
|
| Wprawdzie nie płaciliśmy za cumowanie, ale i tak rachunek na prawie 1600zł budził podziw:) | |
| Zaliczyliśmy jeszcze wieczorny spacer, żeby chociaż trochę spalić dzisiejszą kolację. A ponieważ na jutro zaplanowaliśmy dosyć długi przelot na Vis, planowaliśmy wcześnie wypłynąć., więc nie było zarywania nocy. | |
| 14 sierpnia 2019 – środa | |
| Pogoda nam trochę pokrzyżowała plany. Ponieważ koło godziny 11 – tej miał przejść front burzowy, nie zdecydowaliśmy się wypłynąć wcześnie rano z portu. Musieliśmy więc zweryfikować swoje plany. Vis odpadał, bo za daleko, na dziko też nie mogliśmy, ponieważ a na Mljecie nie mieliśmy możliwości napełnienia zbiorników wodą pitną, a poprzednią noc przecież spaliśmy na dziko i teraz na „gwałt” potrzebowaliśmy wody. Wybór padł na Lastowo. Kolejna perełka wśród wysp chorwackich. |
|
![]() |
|
| Burza przetoczyła się bokiem, więc wypłynęliśmy po 10 – tej. Mimo to pogoda nie zachęcała do żeglowania, więc płynęliśmy na silniku. | |
![]() |
|
| I co tu robić….. 🙂 | |
![]() |
|
| Ale jak tylko pogoda się trochę poprawiła, już uwijaliśmy się jak na regatach. | |
![]() |
|
| Późnym popołudniem wpłynęliśmy do portu i co? Bez rezerwacji mamy spadać…. | |
| Oj panowie z mariny nie wiedzieli co to zdesperowany, potrzebujący wody Polak. Pawłowi udało się wyżebrać pozwolenie na przycumowanie i napełnienie zbiorników wodą. Uff. Udało się, z wodą możemy stać gdzie bądź. | |
| Gdy my napełnialiśmy wodą zbiorniki, Paweł poszedł porozmawiać z panami z mariny, że może jednak znajdzie się dla nas malutkie miejsce, żeby przycupnąć. No i jak się okazuje, warto pytać, bo pan coś tam posprawdzał w swoich rezerwacjach i dostaliśmy zgodę żeby zostać 🙂 | |
| W sumie ciężko było nazwać to miejsce mariną. Była to po prostu restauracja Rosso, do której należał jeden pomost. Na szczęście były tam prąd, woda i sanitariaty. Niczego więcej nie potrzeba, no chłopakom brakowało sklepu… | |
![]() |
|
| Po kąpieli i kawce, część z nas poszła korzystać z dobrodziejstwa sanitariatów, a część poszła zwiedzać okolicę. | |
![]() |
|
![]() |
|
![]() |
|
| 15 sierpnia 2019 – czwartek |
|
| Ranek w Porto Rosso na żywo widzieli tylko nieliczni. No i oczywiście ci, którzy oglądali zdjęcia Artura 🙂 |
|
![]() |
|
![]() |
Kilka minut po 7.00 żegnaliśmy już Porto Rosso. |
| Wypłynęliśmy tak wcześnie, bo na dzisiaj zaplanowaliśmy wyspę Vis, a tam także krucho z miejscami, więc woleliśmy szybko być na miejscu. | |
| Śniadanie jedliśmy w czasie rejsu. | ![]() |
![]() |
|
| Pogoda była bardzo żeglarska, więc nawet nam się udało płynąć na żaglach. | |
![]() |
|
|
Koło godziny 14 – tej wpływaliśmy już do zatoki Viskiej. Nawet nie zdążyliśmy podpłynąć do centralnego nabrzeża a pan cumujący jachty już nas kierował dalszej części portu miejskiego. Na szczęście tam miejsce jeszcze było, ale musieliśmy się uzbroić w cierpliwość. Przed nami cumował katamaran i jakoś strasznie nieporadnie to robił. Mocny wiatr i duża fala tego nie ułatwiała. Udało mu się chyba za trzecim razem i z dużą pomocą pracownika portu. |
![]() |
| W tym czasie zdążyło napłynąć jeszcze kilka jachtów i zaczęło się krążenie po zatoce i lekka nerwówka, po pierwsze, żeby być gotowym jak pan da znać, że można cumować, po drugie, żeby nie zderzyć się przypadkiem z innymi jachtami także oczekującymi na możliwość przycumowania. | |
| Gdy już katamaran stanął przy nabrzeżu, myśleliśmy, że to będzie nasza kolej, a tu niespodzianka, pan dał znać wielkiemu jachtowi motorowemu, że teraz jego kolej, no to my dalej cierpliwie czekaliśmy na swoją kolej. Warunki pogodowe były naprawdę trudne, (jak na Chorwację 🙂 ) i ten wielki jacht też sobie nie poradził z przybijaniem do brzegu za pierwszym razem, musiał więc odpłynąć, nawrócić i robić podejście drugie. | |
![]() |
|
| I tutaj pojawiła się szansa dla nas, ponieważ nawracanie takiego jachtu trochę trwało, więc pan dał nam znać, że możemy przybijać. My trochę zestresowani (Bożena aż zeszła pod pokład, żeby się nie denerwować), zaś Paweł ze stoickim spokojem, powolutku, mając wszystko pod kontrolą, przycumował nas idealnie. Ufff. Można było odetchnąć. | |
|
Okazało się, że ludzie z katamaranu to Polacy, którzy byli pod wrażeniem Pawła umiejętności i gratulowali mu pięknego przybicia do brzegu. My tez byliśmy z niego dumni. On sam z siebie pewnie też 🙂
A to my wszyscy: |
![]() |
![]() |
|
| Mogliśmy spokojnie planować dalszą część dnia. | |
| Po obiedzie wyruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka. A ponieważ byliśmy przycumowaniu prawie na końcu zatoki, czekał nas bardzo długi spacer. | |
![]() |
|
| Taki znak widzieliśmy po raz pierwszy, ale bardzo nam się spodobał. | |
| W wieczór jakoś rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę, może to była reakcja na zbliżający się koniec rejsu lub odreagowanie na przebywanie w 9 osób na małej przestrzeni 🙂 | |
| 16 sierpnia 2019 – piątek |
|
| No i nadszedł ten dzień, kiedy w czasie porannych zakupów dorwaliśmy – co wcale nie było łatwe i wymagało kroków bardzo drastycznych (łącznie z zaczepianiem pana sprzątającego ulicę) – miejscowych, którzy zechcieli nam sprzedać lokalny trunek ….
I tak zaopatrzeni mogliśmy godnie zakończyć rejs… |
![]() |
![]() |
Do wieczora było jeszcze daleko, więc najpierw tradycyjne morskie spa…
Później kąpiel w urokliwej zatoczce oraz obiad z owocami morza w roli głównej. |
![]() |
|
| Ostatnie zdjęcia na morzu… | |
![]() |
|
| I już wpływaliśmy do portu. | |
![]() |
![]() |
| Tydzień minął bardzo szybko, ale na nieszczęście tylko Justyna, Bożena i Artur kończyli urlop. My czekaliśmy na załogę nr 2, reszta załogi nr 1, miała w planie dalsze zwiedzanie Chorwacji, tym razem od strony lądu. | |
![]() |
|
| 17 sierpnia 2019 – sobota |
|
| Monika, Gosia, Tomek i Mariusz pojechali do Dubrownika. | |
![]() |
|
![]() |
|
| A tymczasem my czekaliśmy na drugą załogę, która przejechała późnym popołudniem. Ponieważ nie chcieliśmy stać kolejnego noclegu w porcie macierzystym, wypłynęliśmy mimo później pory. I dzięki temu zachód słońca podziwialiśmy na morzu. | |
![]() |
|
| Dopłynęliśmy do Mariny Frappa w Rogoźnicy, trochę martwiliśmy się, czy uda nam się przycumować, ale to bardzo duży port, więc nawet po zachodzie znalazła się dla nas miejscówka. | |
![]() |
|
| Zostało nam tylko wieczorne zwiedzanie. To już drugi raz nam się tak ułożyło, cóż do trzech razy sztuka 🙂
Zaliczyliśmy długi spacer, grzecznie wróciliśmy na jacht i tylko Maciej balował do rana… |
![]() |
| 18 sierpnia 2019 – niedziela |
|
| Rano zaliczyliśmy tankowanie, co zawsze jest przeżyciem delikatnie stresującym i już wypływaliśmy w rejs. Tym razem nasz wybór padł na Stary Grad na wyspie Hvar. | ![]() Żeby dopłynąć przycumować w miasteczku, płynęliśmy najpierw bardzo długim zalewem Starogardzkim. Widoki na zalew zachwycały. |
![]() |
|
![]() |
|
| Miasteczko nas zauroczyło
mimo, że żeby dojść do centrum trzeba obejść cały zalew.
Spacer to zawsze atrakcja, po całym dniu siedzenia na jachcie. |
![]() |
![]() |
|
| No i wreszcie udało nam się spróbować lodów o smaku lawendy. Nie zachwycił nas niestety, ale nie zraziliśmy się po jednym razie. W końcu u nas też nie w każdym miejscu są dobre lody. | |
![]() |
|
| Natrafiliśmy też na miód lawendowy, który zakupiliśmy na prezenty, no i wreszcie udało nam się zrobić zapasy „domasznego winka” po uprzedniej degustacji. | |
![]() |
|
| Żeby zwiedzić całe miasteczko musielibyśmy mieć dużo więcej czasu niż jedno późne popołudnie i wieczór. Będzie to pretekst, żeby wrócić tu znowu. | |
| 19 sierpnia 2019 – poniedziałek |
|
| Rano musieliśmy zrobić jeszcze raz kurs do centrum, ponieważ trzeba było zapłacić za cumowanie.
Przy okazji zrobiliśmy zakupy i mogliśmy wypływać. Dzisiaj płynęliśmy zupełnie bez pośpiechu, ponieważ za cel obraliśmy kolejną miejscowość na Hvarze – Vrboskę. Postanowiliśmy stanąć nie w marinie, tylko w miasteczku, co miało minus taki, że nie było sanitariatów, musieliśmy się zadowolić toaletami na jachcie. |
![]() |
![]() |
Najpierw spacer po miasteczku, a jak upał trochę zelżał, wypożyczyliśmy rowery i wybraliśmy się do Jelsy – pobliskiego miasteczka.
Trasa była piękna widokowo, więc co chwila robiliśmy postój na zdjęcia. |
![]() |
|
| Po przejechaniu 4 kilometrów, zostawiliśmy rowery na placyku i poszliśmy na mrożoną kawkę oraz spacer po miasteczku. Czas szybko minął i zaczęło zmierzchać, więc trzeba było wracać. A szkoda, bo do zwiedzania było jeszcze wiele. | |
![]() |
|
| I znowu postanowienie, że tutaj koniecznie trzeba wrócić. Czyli zaczyna się tworzyć plan kolejnego rejsu 🙂
Wieczór w Vrboskiej panowie postanowili mocno zakropić alkoholem co skutkowało ciężkim porankiem… |
![]() |
| 20 sierpnia 2019 – wtorek | |
| Wypłynęliśmy wcześnie, bo czekała nas długa trasa. Zaplanowaliśmy dzisiaj nocleg na dziko, czyli w jakiejś przytulnej zatoczce. Wybór padł na wyspę Šćedro w zatoce Lovišće.
Na końcu zatoki znajdowały się klimatyczne restauracje, ale gdy Paweł pojechał na rekonesans, okazało się, że wszystkie miejsca są już zarezerwowane i zostało nam zjeść kolację na jachcie. |
![]() |
![]() |
|
| 21 sierpnia 2019 – środa | |
| Dzisiaj chcieliśmy dopłynąć na Lastovo. Pamietając, że w poprzednim tygodniu było ciężko tam z miejscami, Paweł zadzwonił do portu wcześniej i zarezerwował nam miejsce przy kei oraz w restauracji. Gdy dopłynęliśmy do wyspy, od razu było widać zmianę krajobrazu. To zielona wyspa. | |
![]() |
|
| Najpierw kąpiel koło przystani. | A później dla chętnych wycieczka do latarni morskiej Struga. |
![]() |
![]() |
| W pełnym słońcu wybraliśmy się z chłopakami, rządni widoków, jakie na nas tam czekały.
Miało być tak pięknie… |
|
![]() |
|
| Zastaliśmy cały teren ogrodzony, widzieliśmy tylko czubek latarni 🙁 Zostały nam do podziwiania tylko widoczki bez latarni. | |
![]() |
|
| O 20 – tej poszliśmy do restauracji i już od samego początku były jakieś problemy, najpierw z miejscem, później z obsługą. A już szczytem wszystkiego była przyniesiona taka sama porcja frytek , jak ostatnio, tylko że teraz pan powiedział, że jest porcja na dwie osoby. Paweł się wściekł i zamówił w takim razie jeszcze jedną porcję, którą przyniósł dokładnie takiej samej wielkości. Jak się póxniej okazało nie była ujęta jako dodatkowa porcja. Generalnie jedzenie nie zachwyciło, obsługa nie zachwyciła, wróciliśmy na jacht trochę zniesmaczeni. | |
| Podsumowując nasze dwa pobyty w tej restauracji, zdecydowanie polecamy pójście dużo później a nie w porze kolacji. Może już wtedy nie będzie wszystkich dań, które są w karcie, ale obsługa będzie natychmiastowa i nie trzeba czekać na jedzenie ponad godzinę. | |
![]() |
|
| 22 sierpnia 2019 – czwartek |
|
| Ostatni nocleg postanowiliśmy ponownie spędzić w najładniejszej Marinie ACI – Palmiżanie.
Ponieważ my już byliśmy kilka razy na Hvarze, nie chciało nam się ponownie tam jechać, ale zachęcaliśmy chłopaków, żeby się wybrali. Oni jednak tez nie mieli ochoty. |
![]() |
| Skupiliśmy się na eksploracji okolicznych zatoczek. A było naprawdę warto. Tyle razu byliśmy w tej marinie i nigdy nie było czasu, bo zawsze płynęliśmy do Hvaru. | |
![]() |
|
| 23 sierpnia 2019 – piątek |
|
| Dzisiaj nam został powrót do Mariny Kasztela, bo rejs się kończy. Ciężko nam będzie powrócić do rzeczywistości po dwóch tygodniach pływania. | |
| Zachęciliśmy jeszcze chłopaków, żeby pojechali sobie i zwiedzili pobliski Split. | |
| Zdawanie jachtu odbyło się z problemami, ale szkoda o tym pisać. Pospacerowaliśmy jeszcze po miasteczku, a później zostało tylko pakowanie i wypoczywanie przed powrotem, który minął jakoś w miarę szybko i najbardziej dłużył się odcinek przez Czechy. | |
| I to już koniec opowieści. Do zobaczenia zatem…. |
|
![]() |
|
| e0a655 | |
































































































