Tatry 30.06 – 6.07

Decyzja o ponownym wyjeździe w Tatry Słowackie zapadła już w czasie poprzedniego wakacyjnego wyjazdu. Stwierdziliśmy, że jeszcze mamy duuużo  gór do zdobycia, więc koniecznie chcieliśmy tam wrócić. Szybko zarezerwowaliśmy noclegi w dwóch miejscach, oczywiście z możliwością rezygnacji.
Rok upłynął bardzo szybko i gdy zaczęliśmy kompletować grupę wyjazdową okazało się, że różowo nie jest. Domek mieliśmy zarezerwowany na 10 osób, a chętnych było tylko siedmioro i Felka. Mieliśmy wyjeżdżać w środę, a tu się nagle okazało, że karta kredytowa Pawła straciła ważność i nie mogli pobrać opłaty za ten nocleg i w poniedziałek wieczór rezerwację nam anulowano. Zanim zareagowaliśmy jakaś grupa wynajęła nasz domek na jeden nocleg  dokładnie w środku naszego wyjazdu. Nie dało się tego odkręcić i musieliśmy na trzy noclegi szukać innego miejsca noclegowego.
Ostatecznie trzy noclegi spędziliśmy w Chacie Radiva, a pozostałe trzy w pensjonacie Vypka.
 Chata Radiva

zdjęcie ze strony www.booking.com
  • Dobra baza wypadowa
  • Przyzwoita cena
  • Dużo przestrzeni w środku, pokojach a także super miejsce do grillowania, wszystko pięknie  urządzone
  • Oprócz lodówki, chłodziarka na wino i piwo 🙂
  • Przemiła gospodyni, z którą można się spokojnie dogadać

                                      zdjęcie ze strony www.revngo.com

Privat Vypka
  • Trochę lepsza baza wypadowa, gdy chce planuje się jeździć w Tatry Wysokie, Fatry czy Tatry Niżne
  • Wyższa cena niż w Radivie
  • Gorsze warunki, ale duże pokoje i wspólne miejsce do siedzenia więc ok
30 czerwca 2021 – środa
To był dzień, w którym się zjeżdżaliśmy. My przyjechaliśmy jako pierwsi i czekaliśmy na resztę ekipy. Oczekując na Magdę i Sławka wyruszyliśmy do doliny Žiarskiej licząc, że uda nam się coś zjeść i wypić piwko.  Było już późne popołudnie a podejście do Žiarskiej  chaty zajęłoby nam prawie 2 godziny, podeszliśmy spacerkiem do Chaty Baranec, ale tam serwowali piwo i posiłki tylko dla swoich mieszkańców. Zdesperowani trafiliśmy do Hôrňa u Kohúta i w końcu tam udało nam się napić piwa, niestety bez posiłku. Pierwsze piwko na wyjeździe smakowało wybornie, drugie jeszcze lepiej 🙂
Po takim spacerze normy krokowe zostały zrobione, a gdy wróciliśmy na nocleg Magda ze Sławkiem już na nas czekali. Zabraliśmy się za rozpalanie grilla i biesiadowanie, niektórzy do późnych godzin nocnych… W końcu minęło sporo czasu od ostatniego spotkania.
1 lipca 2021 – czwartek
Nie wszystkim rano udało się wstać, aby wyjść w góry, nie wszyscy byli zdolni do jazdy samochodem 🙂 Godzina 9.00 nie jest zbyt wczesna porą na wyjście na jakąś wielką trasę. Ponadto zapowiadali deszcze i burze, więc nie chcieliśmy się pchać w Tatry Wysokie. Uparłam się i pojechaliśmy zrobić rekonesans na Małej Fatrze. Co było o tyle uciążliwe, że musieliśmy przejechać aż 80km. Zdecydowanie za dużo. Na przyszłość, jak będziemy chcieli eksplorować ten rejon, koniecznie trzeba znaleźć bliżej noclegi.
Gdy dojeżdżaliśmy do parkingu jeszcze padał deszcz, ale gdy ruszyliśmy na trasę wyszło słońce. Najpierw czekało nas przejście pięknym wąwozem – kładki, drabinki, łańcuchy i wodospady – same atrakcje.
Po wyjściu z wąwozu naszym oczom ukazały się dwa szczyty Mały i Wielki Rozsutec (po naszemu mały i wielki Cyc lub Sutek). My dogorywaliśmy na polance, a w tym czasie Monia z Renią machały nam z Małego Rozuteca, którego generalnie nie było dzisiaj w planie. Potraktowaliśmy ten szczyt jako próg zwalniający dla naszych strusi pędziwiatrów.
Ciąg dalszy naszej trasy wiódł przez szczyt Wielkiego Rozsuteca, ale Paweł znalazł szlak alternatywny, żeby się nie wdrapywać na szczyt Sutka. Dołączył do niego Sławek. I tak spokojnie obeszli sobie górkę i zalegli na polance oczekując na nasze zejście.
My zaś powolutku zaczęłyśmy się piąć po ostrym zboczu górki, której wysokość nie była zbyt imponująca (1610m n.p.m.) za to pozwoliła nam się zmęczyć. Za to widoki były cudowne.
Zejście na dół dało nam się we znaki, ponieważ zupełnie nie spodziewałyśmy się takiej ilości łańcuchów, w ogóle nie spodziewałyśmy się łańcuchów. Na szczęście pogoda była tak piękna, skały suche, więc można było schodzić zupełnie wytyczając sobie swoją trasę, w czym królowała Magda. Byle dalej od łańcucha 🙂
Zostały nam dwa odcinki trasy do zamknięcia pętli i powrotu do samochodów. Oj dłużyło nam się to zejście… Ale zawsze można było się zatrzymać i napawać się widokami…
W Stefanovej zatrzymaliśmy się na posiłek, nie do końca nam smakowało jedzonko, ale i tak podreperowało nasze siły, bo przed nami jeszcze godzina trasy. Daliśmy radę 🙂  A na mecie nastąpiło moczenie stópek w potoku. Ulga nieziemska.
Oto nasza trasa 🙂  
Podsumowanie:

Przeszliśmy około 15km, w czasie o wiele dłuższym niż przewidywały mapy, ale w końcu nigdzie się nam nie spieszyło.

To był nasz pierwszy spacer po Małej Fatrze i jak dla mnie jakbym chciała ja porównać do innych gór to to musiałabym wyliczyć kilka pasm: Wąwóz bardzo podobny do Słowackiego Raju, wejście i zejście na Rozsuteki przypomniało Tatry Zachodnie, a ilość łańcuchów pobijała nawet niektóre trasy w Tatrach Wysokich. Za to widoki iście Bieszczadzkie. Wszystkiego po trochę.

Na pewno tam wrócimy, niekoniecznie w przyszłym roku ale gdzieś w niedalekiej przyszłości. Naprawdę warto.

 

2 lipca 2020 – piątek
Po wczorajszym dniu dorobiłam się masakrycznych zakwasów, ponadto dopadła mnie praca, więc zrobiliśmy sobie z Pawłem dzień regeneracji 🙂 Reszta twardzieli pojechała do Strebskiego Plesa, aby wspiąć się na Predne Solisko (2117m n.p.m.)
 
e0a655