Mazury 23.07 – 9.08

Tradycyjnie wyjazd o 3 w nocy, żeby w miarę szybko być na miejscu, czyli polu namiotowym Kokoszka – naszej bazie. Dzisiaj nie musieliśmy się spieszyć z rozpakowywaniem, ponieważ i tak czekaliśmy na Gosię i Wojtka – naszą pierwszą załogę, których Paweł miał odebrać z Rucianego Nidy koło 1 w nocy.

Nasza trasa z pierwszą załogą:
24 lipca – niedziela
Wystartowaliśmy z Kokoszki i pełnym wiatrem jak burza, która krążyła wokół nas, przelecieliśmy przez jezioro Mikołajskie oraz Śniardwy aż do zatoki Kaczerajno na jeziorze Seksty, gdzie przywitało nas piękne słońce.
Zaliczyliśmy 11 km spacer oraz grilla połączonego z wieeelkim ogniskiem i padliśmy jak zabici.
25 lipca – poniedziałek
Przywitał nas piękny dzień, wiatr obrócił się o 180 stopni i znowu pełnym wracaliśmy przez Śniardwy, zatrzymując się na Wyspie Pajęczej na kąpiel (super miejscówka, ale tylko do kąpieli, na nocleg nie bardzo). Na Bełdanach zrobiliśmy sobie postój na obiad, jednak przepływające motorówki skutecznie nam przypomniały, dlaczego od jakiegoś czasu nie stajemy na nocleg na Bełdanach:( Wylądowaliśmy zatem w porcie w Piaskach i tam panowie obudzili się następnego dnia uśredniając z lekkim kacem:)
 26 lipca – wtorek
Z rana udało nam się prześluzować, bez problemów – nie było za dużo chętnych do śluzowania. Mijając Ruciane wpłynęliśmy na jezioro Nidzkie z radością witając strefę ciszy, czyli obszar, w których jest zakaz używania silników spalinowych. Stanęliśmy w jednym z naszych ulubionych miejsc. Cisza, spokój, super miejsce do pływania i wiele możliwości do spacerowania.
27 lipca – środa
I tak upłynęły szybko te dni z załogą nr 1 czyli z Gosią i Wojtkiem. Oni pojechali, a my szybko doczekaliśmy się  Magdy i Sławka.
Trasa z drugą załogą:

Tego dnia zaplanowaliśmy nocleg w Krzyżach, gdzie dojechali do nas Gosia z Tomkiem, którzy mieli z nami spędzić dwa dni.  Pierwszą noc spędzili na polu namiotowym, ale impreza trwała u nas na jachcie 🙂
28 lipca – czwartek
Po śniadaniu wypłynęliśmy w kierunku Czapli – naszej ulubionej miejscówki, fajnego miejsca do kąpieli i cudownego lasu pełnego jagód i miejsc do spacerowania. Niestety nasze miejsce było znowu zajęte przez „leśnych dziadków” (ludzi, którzy cumowali w jednym miejscu przez wiele dni, a do sklepu dojeżdżali rowerem:)). Stanęliśmy w nowym miejscu, na cypelku, z drugiej strony jeziora, ale nie będziemy go polecać. Żeby pójść na spacer trzeba było się przebijać przez chaszcze, a i do kąpieli miejsce też nie za fajne. Na szczęście można było zrobić grilla i malutkie ognisko.
29 lipca – piątek
Wiatr się odwrócił, więc wracaliśmy w kierunku Krzyży znowu pełnym po drodze zatrzymując się na kąpiel. Odstawiliśmy Gosię i Tomka do portu i sami wyruszyliśmy do zatoki Zamordeje, fajnej miejscówki, ale niestety bez możliwości kąpieli. Za to zaliczyliśmy spacer do pobliskiego jeziorka Oczko.
30 lipca – sobota
Powitał nas piękny dzień. Po śniadaniu wyruszyliśmy dalej w kierunku kolejnej naszej ulubionej miejscówki przy wyspie. Tam na spacer udało mi się namówić tylko Pawła, na kąpiel zresztą też:)
31 lipca – niedziela
Zapowiadali, że dzisiaj będzie załamanie pogody i o dziwo spełniło się. Rano, w strugach deszczu tylko Magda – odważna (albo zdesperowana 🙂 ) kobieta weszła do wody na szybką kąpiel. I popłynęliśmy. Na trasie postanowiliśmy zmienić plany i zamiast na dziko, przenocować w porcie w Piaskach. Po takim deszczowym dniu, nocowanie na dziko nie jest przyjemne. Tym razem na spacer dała się namówić Magda i prawie Sławek 🙂
1 sierpnia – poniedziałek
Rankiem  znowu przywitało nas piękne słońce. Wyruszyliśmy w kierunku  zatoki Skonal, z postojem na obiad w Mikołajkach. Na szczęście mimo później pory udało nam się znaleźć fajną miejscówkę na nocleg. Spokojnie jeszcze można było się wykąpać.
 
2 sierpnia – wtorek
Co dobre, szybko się kończy i rejs z drugą z Magdą i Sławkiem także dobiegał końca. Przypłynęliśmy  na Kokoszkę i i w tym samym czasie dotarła też Monika, czyli załoga nr 3 🙂 Gdy Paweł odwiózł Magdę i Sławka do Rucianego Nidy, od razu wypłynęliśmy w kierunku północnym czyli przez kanały. Naszym celem na nocleg było Rydzewo. Fajna miejscowość, ładna zadbana, a port także całkiem ładny.
Trasa pierwszego dnia:
3 sierpnia – środa
No i w końcu trafiła nam się flauta, Niegocin płaski bez żadnej fali nie licząc tych robionych przez motorowodniaków. Pawłowi starczyło cierpliwości tylko do połowy jeziora, resztę trasy do kanału przepłynęliśmy na silniku. A uparliśmy się dzisiaj nocować w Węgorzewie, co było nie lada wyzwaniem. Tradycyjnie zaliczona kąpiel w Węgorapie, obiad w tawernie i spacer na kąpielisko Węgorzewskie na zachód słońca. Trochę nie zdążyłyśmy 🙂
Ponieważ Sławek z Magdą już byli w domu, a wraz z nimi ich wspaniały termos lodowy, wpadliśmy na genialny pomysł kupić termos i odebrać go z paczkomatu. Baliśmy się, że może nie dotrzeć do Węgorzewa na czas, wybraliśmy paczkomat w Giżycku. To był błąd, bo następnego dnia my byliśmy nadal w Węgorzewie, a termos już w paczkomacie w Giżycku:)
Trasa kolejnych dni:
 
4 sierpnia – czwartek
Przywitało nas piękne słońce. Zaliczyliśmy spacer po Węgorzewskich sklepach. Naszym łupem padły dwa szklane kieliszki do wina, tudzież innych napojów wyskokowych.
Nigdzie nam się nie spieszyło, więc dopiero  po 11 – tej wypłynęliśmy z portu. W sam raz, aby dotrzeć do Góry Wiatrów w Trygorcie na wczesny obiad:) A stamtąd już tylko rzut beretem do Kietlic – naszego miejsca noclegowego. Cały wieczór słuchaliśmy koncertu Zbigniewa Wodeckiego – chyba ulubionego piosenkarza parki z motorówki, która stała po drugiej stronie pomostu:)  To był dobry czas, aby nasza Fela wzięła udział w kokpitowej imprezie…
5 sierpnia – piątek
Dzisiaj musieliśmy dopłynąć do Giżycka z dwóch powodów. Po pierwsze trzeba było odebrać termos z paczkomatu, a po drugie jutro rano przyjeżdżała do nas Renia, jako trzecia załogantka. Po pokonaniu mostu Sztynorckiego, Paweł wyregacił wszystkich na Łabędzim Szlaku. Zatrzymaliśmy się na Guckim Rogu ma obiad i kąpiel, ale ilość przepływających co chwila motorówek nas szybko stamtąd przegoniła.
 Zbliżając się do portu Stranda mieliśmy awarię – urwał nam się fał grota, więc resztę trasy musieliśmy pokonać na silniku. W porcie Stranda stanęliśmy po raz pierwszy. Fajny port, jednak ze względu na czas zmiany załóg bardzo przepełniony. Zaliczyliśmy spacer do centrum Giżycka i tak, odebraliśmy termos, który niezwłocznie zapełniliśmy kostkami lodu 🙂
6 sierpnia – sobota
Gdy dotarła do nas Renia, zrobiliśmy zakupy, wymieniliśmy fał, co wcale nie było łatwe, bo najpierw trzeba było wyciągnąć z masztu pozostałości po gniazdach ptasich, a było tego sporo. I ruszyliśmy w kierunku Zimnego Kąta. Jak przypłynęliśmy, było tam pusto, ale w miarę zbliżającego się wieczoru, łódek przybywało i zrobił się tam spory port. Był i grill i ognisko i głowa mocno bolała następnego dnia…
7 sierpnia – niedziela
Trochę potrwało zanim się rozkręciliśmy w ten niedzielny poranek, a długa trasa była przed nami, ponieważ chcieliśmy wrócić przez kanały aż na Skonal. I tak zajęło nam to calutki dzień. Na szczęście udało nam się jeszcze znaleźć fajne miejsce do przycumowania.
A na szlaku Łabędziem Renia utopiła swój kapelutek 🙁  Pierwszy raz też zdarzyło nam się czekać w kolejce, żeby przepłynąć kanał Niegociński.
8 sierpnia – poniedziałek
Niewiele nam zostało do przepłynięcia na Kokoszkę. Odwieźliśmy Renię do portu Stranda. W drodze powrotnej nasza Ravka musiała pokazać co potrafi, bo nawigacja trochę zaszalała. Ale za to widoki na jezioro piękne. Zostało tylko przygotowanie jachtu dla następnej załogi oraz spokojny wieczór pełen refleksji, że co dobre, szybko się kończy.
e0a655