 |
| Po wakacjach, spragnieni wyjazdu w góry zdecydowaliśmy się na wyjazd w okolice Masywu Śnieżnika. A ponieważ zebrała nas się spora grupka dorosłych, czworo dzieci, kot i królik, plany musieliśmy dopasować do wszystkich. Plany dla Rysi i Feli były jasno sprecyzowane:) |
| Nasze miejsce noclegowe: |

|
Młynowiec 10A, 57-550 Młynowiec |
| Byliśmy w Leśnej Strudze w 2010 roku i trzeba przyznać, że od tego czasu nic się tam nie zmieniło. Jakoś byliśmy wtedy bardziej zadowoleni. |
| 27 września – piątek |
|
| Piątek był dniem, w którym każdy miał dotrzeć na miejsce, nieważne o której godzinie:) |
 |
| Pierwsi na miejsce dotarli Gosia z Tomkiem, zwiedziwszy wcześniej twierdzę w Kłodzku.
Tomek od razu zabrał się do pracy, żeby nam się dobrze siedziało w oczekiwaniu na resztę grupy… |
| Monika, Renia i Mariusz w drodze zdobyli Szczeliniec – najwyższy szczyt Gór Stołowych. |
|
| Zaś reszta zjeżdżała się do późnych godzin nocnych, oczekiwanie na nich było wielką przyjemnością, przy piwku tudzież innych trunkach… |
 |
28 września – sobota
|
|
| Wcale rano nam się nie spieszyło, ale grzebaliśmy się wyjątkowo i nie mogliśmy się wygrzebać. |
 |
| Ponadto po wczorajszej nocy, nie wszyscy kierowcy nadawali się do użycia:) |
Więc był czas i na grzanie się w promieniach słońca jak i na salon piękności:)
|
 |
W końcu ruszyliśmy. Naszym celem była Dolna Morawa. Chcieliśmy się przejść „Ścieżką w obłokach”. Zanim dojechaliśmy pogoda zaczęła się psuć. Część z nas zdecydowała się podejść do „ścieżki pieszo”, a część wjeżdżała wyciągiem.
Ci wyjeżdżający wyciągiem jeszcze coś zobaczyli na „ścieżce”, ci którzy wchodzili pieszo ledwo widzieli samą „ścieżkę”, więc zrezygnowali ze spaceru po niej. Zostawili sobie tę przyjemność na bardziej sprzyjającą pogodę. |
|
Spotkaliśmy się wszyscy w schronisku na pysznym czeskim jedzonku. A potem nadszedł czas na poważne decyzje, to znaczy ja z Renią zdecydowałyśmy przejść szlakiem z Dolnej Morawy na Śnieżnik, a pozostała część drużyny zamierzała wrócić samochodami do miejsca noclegowego.
|
 |
| My zaś nie zważając na aurę pogodową (czasem padał deszcz, a czasem nie:)) szłyśmy szlakiem nie spotykając na trasie praktycznie żywej duszy. Do Śnieżnika miałyśmy do pokonania 10km, pędziłyśmy będąc w pełni świadome, że i tak będziemy schodzić po zmroku. |
Gdy byłyśmy już prawie na szczycie nastąpiło takie oberwanie chmury, że zanim dotarłyśmy do schroniska „Pod Śnieżnikiem” byłyśmy przemoczone do suchej nitki.
|

|
Za to w schronisku, cieplutko, pełno ludzi, którzy patrzyli na dwie „mokre kurki” i dziwili się skąd się wzięłyśmy. A po zjedzeniu dobrej kolacji czekał na nas taki widok.
|
|
| Pierwszy kawałek drogi powrotnej przebiegłyśmy, bo było nam zimno, ale długo tak nie wytrzymałyśmy:) Zapadał zmierzch ale trasa była nam już znana, więc się nie przejmowałyśmy. Latarki włączyłyśmy dopiero jak minęłyśmy jaskinię niedźwiedzią. Do Kletna przyjechali po nas Paweł z Mańkiem, a w Leśnej Strudze trwały przygotowania do grillowania. |
Podsumowując nasze wyjście: według mapy przeszłyśmy 21 km, a mnie się udało przekroczyć magiczną sumę 40tys kroków. To mój rekord, który nieprędko pewnie pobiję:)
|
 |

|
| Po tak intensywnym dniu, nastąpiła jeszcze bardziej intensywna powtórka imprezy z poprzedniego dnia:) |
| 29 września – niedziela |
|
| Ranek – Monia z Anią wybrały się na grzyby, porą, która dla większości była nieprzyzwoicie wczesna (7.30 :)). Jednak wróciły niezbyt zadowolone. Wprawdzie Ani udało się zebrać dużo grzybów, jednak po selekcji Moni niewiele jej zostało:) Na jajecznicę wystarczyło… |
| Tradycyjnie jak to w dzień powrotu, każdy miał inne plany na spędzenie czasu przed podróżą. I tak na przykład zwierzyniec wrócił grzecznie do domu, Renia zdobyła Kłodzką Górę, a Monia z Mańkiem wybrali się na grzyby… |
 |
 |
| I to już koniec wyprawy. Do zobaczenia na kolejnym wyjeździe…. |
|
|