 |
| Kolejny weekend zapowiadał się słoneczny, więc żal było go zmarnować. W sobotę wieczór podjęliśmy decyzję, że gdzieś trzeba pojechać, tam gdzie jeszcze nas nie było. Wybór padł na Ostrzycę – wzgórze pochodzenia wulkanicznego osiągające zawrotną wysokość 501 m n.p.m. (mylnie zwane też wygasłym wulkanem). |
| Ponieważ plany mieliśmy ambitne, staraliśmy się podjechać jak najbliżej Ostrzycy. I mimo, że jeden ze szlaków wiódł z Proboszczowic, my podjechaliśmy do zielonego szlaku i stamtąd ruszyliśmy na szczyt, martwiąc się, że ta górka taka niska i za chwilę będziemy na miejscu. |
 |
| Górka to chyba usłyszała, bo zamiast maszerować jak nakazywał szlak, skręciliśmy w prawo na trasę rowerową. To był nasz pierwszy błąd. Trasa rowerowa w pewnym momencie skręcała w dół oddalając się już od samego szczytu, więc wykombinowaliśmy, że pójdziemy na skróty. |
 |
| Wleźliśmy prawie na czworakach, bo akurat od tej strony górka była prawie pionowa. To była jej zemsta za marudzenie, że niska jakaś. |
| Zaś na szczycie zaatakowała nas plaga biedronek, długa nie dało tam się wysiedzieć, więc szybko się stamtąd zwinęliśmy, tym razem grzecznie idąc zgodnie ze szlakiem. |
 |
| Następnym punktem naszej wycieczki były „Kolorowe jeziorka” w Rudawach Janowickich. Po drodze zatrzymaliśmy się w Łomnicy na dożynkach przy pałacu. Byliśmy tam już kilkakrotnie i najlepiej wspominamy ten pierwszy raz. Zjedliśmy bigosik, wypiliśmy piwko (kto mógł:) ) i pojechaliśmy do wsi Wieściszowice. Stamtąd ruszyliśmy na spacer nad jeziorka, które widzieliśmy ostatnio w 2011 roku. |
| Już wtedy trzeciego jeziorka nie było, więc teraz nie chciało nam się iść oglądać dziury w ziemi. Ale pozostałe dwa też nas jakoś nie zachwyciły. |
 |
| W przeciwieństwie do zdjęć znalezionych w internecie:) |
 |
| Mimo, że więcej czasu spędziliśmy w samochodzie niż pieszo, ten jednodniowy wypad należy zaliczyć do udanych. 🙂 |