Kościelisko 15-18.02

Od ostatniego wyjazdu minął ponad miesiąc, nic więc dziwnego, że ciągnęło nas w góry. Nasz wybór padł na Tatry, a to dlatego, że na zwykły weekend ten rejon jest zbyt daleko, więc skorzystaliśmy z okazji, że miałam ferie i przedłużyliśmy sobie ferie i pojechaliśmy na cztery dni.
Oczywiście wyjazd w czasie ferii wiązał się z dzikim tłumem, wysokimi cenami i trudnościami w znalezieniu noclegów.  Znaleźliśmy fajne miejsce, które gorąco polecamy, jednak płaciliśmy 100zł od osoby za nocleg. Uważam, że to dużo, ale za trzy noclegi dało się przeżyć.
NASZ NOCLEG:

ul. Karpielówka 54,

34-511 Kościelisko

tel. +48600910855

e-mail: hej@jasioweturnie.pl

Zdjęcie ze strony jasioweturnie.pl

15 luty 2020 – sobota
Początkowo mieliśmy plan, że jak przyjedziemy na miejsce to jeszcze wyjdziemy się przejść, albo poszukamy tras biegowych. Jednak trasa zeszła nam dłużej niż przewidywaliśmy, ponieważ nawet nasz skrót był trochę zakorkowany z powodu remontu mostu. Dotarliśmy na miejsce przed 16 – tą i jedyne na co nas było stać to zamówienie jedzenia z dowozem. Mieliśmy cały wieczór na australijskie opowieści i nie tylko…
Nasz widok z okna:

16 luty 2020 – niedziela
Ranek przywitał nas pięknym słońcem, więc zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy na szlak. Nasz cel – Dolina Chochołowska i jak warunki będą pozwalały zdobycie Grzesia.
Spacer był czystą przyjemnością, ale jak dotarliśmy do schroniska towarzystwo się wykruszyło i na Grzesia  powędrowałam już sama. Miało mi to zająć 3 godziny, na szczęście udało mi się przejść szybciej. Więc czekający w schronisku nie zdążyli się zanudzić na śmierć:)
Miałam okazję wypróbować mój prezent gwiazdkowy – mini raczki – hit tej zimy. Muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę. Gorąco polecam, bo szło się naprawdę super, a jeszcze lepiej się schodziło.
Jedno wiem na pewno, przed lipcowym wyjazdem w Tatry, koniecznie trzeba popracować nad kondycją. 

Podsumowanie trasy:

17 luty 2020 – poniedziałek
Nie spodziewaliśmy się, że dzisiaj także będzie piękne słońce. Należało to wykorzystać. Nasz wybór padł na biegówki. Było to nie lada wyzwanie. Podjechaliśmy pod Wielką Krokiew i najpierw ruszyliśmy na rekonesans, czyli rozpoczęliśmy poszukiwania wejścia na trasy biegowe.
Oj wcale nie było to łatwe, a dziki tłum ludzi kręcących się w rejonie Wielkiej Krokwi nas przytłoczył. Po kręciliśmy się trochę w kółko, ale udało się, już wiedzieliśmy skąd powinniśmy wystartować. Drugim wyzwaniem było znalezienie wypożyczalni nart dla Edyty i Andrzeja. Znaleźliśmy jedną biedną wypożyczalnię, gdzie wypożyczano narty na godziny. (15zł za godzinę, w Jakuszycach za cały dzień 30zł to normalna cena). Oj poprzewracało się im w dupkach. 
W końcu byliśmy gotowi do biegów. Według informacji znalezionych w Internecie, pierwszy kilometr trasy miał być dla początkujących. A tu nagle zobaczyliśmy zjazd z zakrętem i zwątpiliśmy czy na pewno dobrze jedziemy. Później przegapiliśmy skręt w lewo (i wtedy zaczęły się nasze problemy, bo nagle znaleźliśmy się na zwykłym stoku narciarskim, pełnym narciarzy, sankarzy i wszystkich innych zwolenników jeżdżenia na byle czym.
Przebiliśmy się znowu przez dziki tłum ludzi i znaleźliśmy się ponownie na początku trasy. Dla odmiany pobiegliśmy w drugą stronę i dotarliśmy do ścieżki pod Reglami, która niestety nie była trasa biegową. Już prawie się poddaliśmy, ale w końcu udało nam się trafić na ścieżkę z założonym śladem do jazdy na biegówkach.
Podsumowując nasze przeżycia, wiedzieliśmy, że pierwszy raz na nowej trasie biegowej jest zawsze trudny, ale ta dzisiaj nas zdecydowanie przerosła. Beznadziejne oznakowanie, dużo ostrych zjazdów, a że miejscami było bardzo oblodzone, lepiej było ściągnąć narty i zejść normalnie. Tylko jedna polana nas zachwyciła. Po 6 km byliśmy równie zmęczeni jak po wczorajszym dniu.
Podsumowanie trasy:

Jak widać udało nam się mimo błądzenia przebiec prawie całą trasę.
18 luty 2020 – wtorek
I to już koniec naszego wyjazdu, dzisiaj wracamy do domu. I już zaczynamy tęsknić za kolejnym.
Do zobaczenia zatem…