Dobra passa trwa nadal, kolejny miesiąc i kolejny wyjazd za nami. Możemy być z siebie dumni:)
A oto nasza  drużyna:
9 listopada – sobota
Rano pogoda wcale nie zachęcała do wyjazdu w góry, ale byle deszcz nam nie straszny. Udało nam się przyjechać do Bielic około godziny 11.

Nasz nocleg: 

U ELI

 

Na szlak wyruszyliśmy po 13. Zaplanowaliśmy zdobycie szczytu idąc grzecznie szlakiem, zaś żeby nie wracać tą samą drogą, schodziliśmy leśnymi ścieżkami.

Szło się całkiem przyjemnie, cieszyliśmy się, że nie pada, ponieważ prognozy pogody zapowiadały na sobotę opad ciągły.

Najpierw nabieraliśmy wysokości, a później szło się już całkiem przyjemnie…

 

Już po upływie 1,5h stanęliśmy na szczycie.

W doskonałych humorach – w końcu plan na dzisiaj został wykonany – zaczęliśmy schodzić na dół.
W pewnym momencie Paweł stwierdził, że w tym miejscu skręcamy w las.

Z pewnym niedowierzaniem poszliśmy za nim, a tym największym niedowiarkom, Paweł musiał pokazać jak to wygląda na mapie:)

I tak leśnymi ścieżkami wędrując równolegle do szlaku, wróciliśmy na nocleg.

Podsumowanie trasy:

 

O 23 dołączyła do nas Monia z Mańkiem i impreza rozkręciła się na dobre, a ci najwytrwalsi siedzieli do późnym godzin nocnych lub wczesnych rannych – zależy jak na to popatrzeć:)

 
  10 listopada – niedziela
Na dzisiaj zaplanowaliśmy trasę zdecydowanie bardziej wymagającą, dlatego na śniadanie zaczęliśmy się schodzić o 8.00, ale i tak udało nam się wyjść dopiero o 10.00. Nasze miejsce noclegowe było zaledwie kilkadziesiąt metrów od wejścia na szlak, więc już po chwili pięliśmy się w górę. Szybko znaleźliśmy się na szczycie, tym samym zaliczyliśmy kolejny szczyt z KGP.
Pierwszy etap trasy za nami, teraz nadszedł czas na zdobycie kolejnego szczytu, tym razem z Korony Gór Czech – Smrka.
Pożegnaliśmy więc Anię i dalej ruszyliśmy już sami… Ania postanowiła ze względu na kolano odpuścić dalszą część trasy, wrócić na nocleg i wybrać się z Rysią na mały spacer.
Niby miało być łatwo, w końcu szliśmy wzdłuż granicy, ale jak się okazało zaliczaliśmy po drodze wszystkie możliwe szczyty:) A zatem trasa to w górę, to w dół.  Zaś mgła wokół nas potęgowała nastrój, a my szliśmy i szliśmy…
 
Ten odcinek trasy trochę się dłużył, ale w końcu stanęliśmy na kolejnym zaplanowanym szczycie – tym razem z KGCZ.
Został nam ostatni szczyt do zdobycia – Postawna. Ten szczyt mimo, że wyższy od Rudawca nie należy do KGP ponieważ  nie przechodzi przez nie żaden szlak turystyczny. Ale gdyby kiedyś komuś przyszło na myśl uaktualnić KGP, warto ten szczyt odnaleźć i zobaczyć.
 Najpierw ścieżka znowu biegła wzdłuż granicy. Natrafiliśmy na fajną formację skalną.
Chwila dla reportera i wędrowaliśmy dalej…
 
… aż Paweł powiedział STOP. I w tym miejscu zboczyliśmy z trasy w poszukiwaniu szczytu. Rozpełzliśmy się po dosyć sporym obszarze i w końcu Monia zawołała, że znalazła.
Wszyscy polecieliśmy w te pędy do niej i tym sposobem zaliczyliśmy ostatni szczyt zaplanowany na ten dzień.
 
Został nam powrót na nocleg, oczywiście rozbestwieni wczorajszym dniem, skróty wychodziły nam całkiem dobrze, aż w końcu po dotarciu do jakiejś  większej ścieżki Justyna stwierdziła, że ona tędy biegała na nartach i już prawie wie gdzie jesteśmy:)
W drodze powrotnej rozciągnęliśmy się dosyć, ale już nie było potrzeby, żeby czekać na siebie. Spotkaliśmy się razem już na noclegu.
 
Podsumowanie trasy
 
 
Ponieważ na wizytę w schronisku po stronie czeskiej nie starczyło nam czasu i sił, byliśmy głodni. Po powrocie i krótkim odpoczynku, zapakowaliśmy się do samochodów i obraliśmy kierunek na PUCHACZÓWKĘ – super restauracja, którą gorąco polecamy.
Dobre jedzenie, zmęczenie po całodziennej trasie spowodowało, że nie było zawodników do imprezowania. Już przed 24 wszyscy grzecznie spali – hahaha
11 listopada – poniedziałek
 
Ranek przywitał nas pięknym słońcem i aż żal się zrobiło, że wczoraj nie było tak ładnieCóż, kto mógł wykorzystał ten ostatni dzień naszego wyjazdu na dodatkową wycieczkę.
I tak Renia, Aga i Natalia zdobyły kolejny szczyt z KGP.

Tym razem wybór padł na Wielką Sowę.

 Zaś Justyna z Romanem zdobyli Jawornik Wielki oraz pałac w Kamieńcu Ząbkowickim

W ten oto sposób zakończyliśmy ten listopadowy weekend z planami na kolejny wyjazd.
DO  ZOBACZENIA  ZATEM ….