Alpy 29.06 – 6.07

Pomysł wyjazdu w Alpy zrodził się dokładnie rok wcześniej. Po dwóch urlopach w Tatrach Słowackich stwierdziliśmy, że czas na zmianę.
Szybko zebrała się ekipa 10 osobowa i zaczęliśmy się rozglądać za noclegiem. Ostatecznie nasz wybór padł na hotel w miejscowości Vallorcine. Dodatkowo dołączyła do nas rodzinka Wysockich, która nocowała w Argentiere (tam gdzie my pierwotnie mieliśmy zarezerwowany hotel).

Dormio Resort Les Portes du Mont Blanc

To był dobry wybór, hotel trochę oddalony od Chamonix ale zupełnie nam to nie przeszkadzało. Cała dolina jest dobrze skomunikowana.

Koszt za te 7 noclegów, razem z klimatycznym  wyniósł nas po 205 euro. Mieliśmy dwa apartamenty z trzema sypialniami plus salon z aneksem kuchennym. Miejsca było na 12 osób i gdybyśmy pojechali w pełnym składzie, to wyszłoby trochę taniej.

 

Plusy:

– dostaliśmy z hotelu karty, dzięki którym mogliśmy jeździć pociągiem po całej dolinie za darmo (większość hoteli powinno wydawać takie karty, gorzej jak wynajmujemy prywatne mieszkanie)

– dworzec kolejowy zaraz przy hotelu

każdy pokój miał swój duży balkon

– basen do dyspozycji gości

– pełne wyposażenie kuchni (piekarnik, kuchenka mikrofalowa, ekspres do kawy, zmywarka i wszystko co jest potrzebne w kuchni)

Minusy:

– pakiet startowy obejmował jeden papier toaletowy, trzy kapsułki do zmywarki, więc koniecznie trzeba było od razu kupić płyn i gąbkę do naczyń, worki na śmieci  oraz dużo papieru toaletowego 🙂

– każdemu apartamentowi było przypisane jedno miejsce parkingowe za dodatkowe oficjalnie trzeba było zapłacić (my postawiliśmy drugi samochód w garażu i nikt się nie przyczepił więc ostatecznie nie płaciliśmy)

– brak większego sklepu w okolicy (najbliższy to Carrefour w Chamonix)

Nie ma możliwości wcześniejszego zameldowania się, ponieważ obsługa tego hotelu jest tam tylko rano przy wymeldowaniu i od 17.00 przy zameldowaniu przed dwie godzinki. Pozostały czas jest tam cichutko i  puściutko.
29 czerwca – środa
Wystartowaliśmy z Wrocławia we wtorek koło 20.30 (reszta ekipy była już w trasie).   Trasa była długa i męcząca. Zrobiliśmy 1250 km, a ponieważ jechaliśmy przez Szwajcarię, musieliśmy dodatkowo kupić winietę (204 zł). Na miejsce dotarliśmy koło 12.30. Do zameldowania było trochę czasu, więc postanowiliśmy pojechać do Chamonix na szybki rekonesans, ale nie udało nam się nigdzie zaparkować blisko centrum, więc zrobiliśmy tylko zakupy w Carrefourze i wróciliśmy do Vallorcine. Zameldowaliśmy się, rozlokowaliśmy i oficjalnie rozpoczęliśmy urlop.
30 czerwca – czwartek

Le Tour – Le Chalet de Charamillon – Col de Balme -L’Arolette –  Tête de Balme – Col des Posettes – Vallorcine

Wsiedliśmy do pociągu o 6.40 (niektórzy nie zdążyli i przyjechali o 7.10 :)). Wysiadka po 10 minutach w  Montroc-le-Planet i stamtąd 18 minutowy spacer asfaltem do le Tour, gdzie weszliśmy na szlak. To wejście na szlak to trochę za dużo powiedziane, bo żadnego drogowskazu nie było, po prostu ruszyliśmy pod górę.  My byliśmy nastawieni na oznakowania jak w Polsce lub na Słowacji, niestety tutaj było zupełnie inaczej. Panuje tutaj zupełna swoboda w oznakowaniu szlaków lub raczej  ich braku. Mapa papierowa za bardzo nam się tutaj nie przydała.

1 lipca – piątek

 Les Praz de Chamonix –  La Flégère – Col de Brevent – Brevent – Planpraz – Chamonix  Aiguille du Midi

Według prognozy pogody dzisiejszy ranek miał byś deszczowy, więc zaplanowaliśmy wyjście na godzinę 11.00. Od dzisiaj mieliśmy wykupione karty na kolejki, dzięki którym wjeżdżaliśmy na pewna wysokość i dzięki temu oszczędzaliśmy czas na  nudne i strome  wejścia i zejścia. (koszt na 5 dni to 120euro  – najlepiej wydane pieniądze).
Wjechaliśmy kolejką na La Flégère na wysokość 1875m. n.p.m. i stamtąd południową trasą balkonową przeszliśmy pod kolejkę Planpraz. Początkowo zamierzaliśmy wejść też na Brevent, ale zabrakło nam czasu, żeby wejść i zjechać kolejką,  więc wjazd i zjazd musiały nam tym razem wystarczyć.

2 lipca – sobota

Aiguille du Midi –  Montenvers – Mer de Glace

Dzisiaj czekał nas intensywny dzień. Najpierw na godzinę 8.10 mieliśmy zaplanowany wjazd kolejką na Aiguille du Midi, by stamtąd podziwiać Mont Blanc. Następnie północną trasą balkonową przeszliśmy na lodowiec Mer de Glace (niesamowite, jak szybko on topnieje) oraz weszliśmy do lodowej groty.
3 lipca – niedziela

Planpraz – Lac Cornu – Lac Noir d’en Haut – L’Index – Lac Blanc – La Flégère

Na dzisiaj zaplanowaliśmy oglądanie alpejskich jezior. Trasa dosyć długa, ale na szczęście mogliśmy ją modyfikować w trakcie 🙂 Do pierwszego jeziorka dotarli tylko Wysoccy, do drugiego oprócz Wysockich poszła jeszcze Monika i Mariusz, który dodatkowo zaliczył szczyt Aiguille Pourrie – 2511m. n.p.m. My zaś spokojnie zaszliśmy do perełki tych rejonów, czyli Lac Blanc.

4 lipca – poniedziałek

Wycieczka do miejscowości Annecy – alpejskiej Wenecji

Po czterech dniach chodzenia po górach nadszedł czas na zwiedzanie – pojechaliśmy do –  oddalonej trochę powyżej 100 km – miejscowości Annecy. W jedną stronę pojechaliśmy autostradami, zaś wracaliśmy bardzo malowniczą trasą, wokół jeziora Annecy. Miasteczko przepiękne. W sumie skupiliśmy się bardziej na spacerze i chłonięciu atmosfery, niż na zwiedzaniu kościołów, czy zamku. Początkowo było dosyć pochmurnie i dopiero gdy słońce wyłoniło się zza chmur miasteczko pokazało się w pełnej krasie.
5 lipca – wtorek
Argentiere –  glacier Argentiere – Chalet Refuge de Lognan – Argentiere
Kolejny piękny dzień, niestety nasz ostatni w górach. Postanowiliśmy się przyjrzeć  z bliska lodowcowi Argentiere, ponieważ Mer de Glace – najdłuższy francuski lodowiec – jakoś nie zrobił na nas wrażenia lub może zejście do groty lodowej, powrót na górę i ogromna ilość ludzi nas tak przytłoczyła, że przyćmiła inne doznania. Tutaj miało być inaczej, bardziej kameralnie i zdecydowanie bardziej ” z bliska”.
Dzisiaj to wspólnie wjechaliśmy kolejką Joran i przeszliśmy do pierwszego punktu widokowego, a i to nawet nie, bo Paweł chwilę wcześniej obrał sobie inną ścieżkę. A później to już każdy się rozpełzł w swoją stronę. Część z nas poszła na najwyższy punkt widokowy a reszta postanowiła dotknąć lodowca osobiście 🙂 Zeszliśmy się wspólnie w schronisku Lognan i stamtąd znowu każdy poszedł w swoją stronę 🙂 Stąd mapa wygląda, jak wygląda 🙂
A  kawce z takim widokiem towarzyszyła nam muzyka
6 lipca – środa
To ostatni dzień naszej wyprawy. Zostało nam tylko się wymeldować, zapakować do samochodów i ruszyć w drogę powrotną. Ale tak jeszcze na pożegnanie wjechaliśmy na wysokość 1970m. n.p.m. na zaporę Emosson z pięknym widokiem na góry i jezioro Emosson. To było nasze pożegnanie z pięknymi widokami.
I to już wszystko, do zobaczenia zatem na kolejnej wyprawie…
e0a655